Jak zostałem myśliwym
Myśliwy
 Zawsze wolałem zacisze lasu i spacery z psem, niż zgiełk miasta. Teraz
kiedy dzieci „wyszły z domu” mam więcej wolnego czasu i mogę poświęcić
się swojej pasji, jaką jest łowiectwo.
W hodowli psów interesowały mnie głównie wystawy, ale jedna z moich
spanielek, Dayen wykazywała duże predyspozycje nie jako płochacz, a
jako tropowiec. Postanowiłem rozwijać jej pasję i zacząłem szkolić ją na
tropowca. Jej umiejętności sprawdziłem na konkursach tropowców, gdzie
w szybkim czasie zaczęła zdobywać dyplomy, nie raz będąc w czołówce
zwycięskich psów. Wtedy ja także złapałem „bakcyla”, a szkolenie psów
myśliwskich sprawiało mi prawdziwą przyjemność. Bardzo chciałem
pogłębiać wiedzę na temat kynologii myśliwskiej. Wiedziałem, że jeśli nie
będę myśliwym, to profesjonalnie tego nie zrobię. Można wyszkolić psa
na sztucznie sfarbowanych ścieżkach, ale chciałbym z takim psem pójść
na prawdziwe polowanie, gdzie pies może wykazać się zdobytą wiedzą.  
Przy Zarządzie Okręgowym Polskiego Związku Łowieckiego w Koszalinie
ukończyłem oraz zdałem egzaminy na Instruktora Kynologicznego psów
użytkowych.
I tak dzięki mojej małej spanielce łowiectwo stało się moją wielką pasją i
wspaniałym sposobem na spędzanie wolnego czasu, a także
przebywanie w towarzystwie „ludzi lasu”. Na konkursach myśliwskich,
poznałem wielu myśliwych, którzy opowiadali historie o swoich
polowaniach, przygodach no i oczywiście o swoich psach, które dzięki
doskonałemu wyszkoleniu potrafiły odszukać postrzałka. Słuchałem tych
opowiadań z zapartym tchem i nie ukrywam, że im zazdrościłem, bo ja
także chciałem mieć swoją historię.
I stało się - poszedłem na kurs, zdałem egzaminy, spełniło się moje
marzenie. Jestem myśliwym, teraz zaczyna się moja historia.